Wszystkie »

  • Wpisów:27
  • Średnio co: 69 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:09
  • Licznik odwiedzin:18 709 / 1939 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*Jasmine*

Długo się zastanawiał zanim odpowiedział na moje pytanie, ale zauważyłam, jak lekko skinął głową.
Napiłam się kawy i przyglądałam się brunetowi.
Matt był naprawdę przystojnym facetem. Nie dziwię się, że kelnerka z nim flirtowała. Chłopak ma brązowe włosy, które długością sięgały mu do karku. Niebieskie oczy, ale gdy przypatrzyłam się bardziej dostrzegłam w nich malutkie zielone plamki. Kolor jego skóry był o kilka tonów ciemniejszy od mojej. Ale najbardziej spodobały mi się jego usta – duże, wydatne, malinowe...
Rozmyślenia przerwał mi dźwięk mojego telefonu. Na śmierć zapomniałam wyciszyć dzwonka. Gapa ze mnie, pomyślałam.
Przeprosiłam Matta i spojrzałam na wyświetlacz, wiadomość od Jareda:

„Cześć skarbie, co robisz?
Ciągle o Tobie myślę.”

Rozmyślałam nad odpowiedzią, zastanawiałam się czy mam skłamać. Pomyślałam, że chociaż w połowie powiem mu prawdę.

„Siedzę w kafejce z koleżanką.
Pogadamy później.”

Odpisałam i włożyłam telefon do kieszeni, nie spodziewając się odpowiedzi. Jednak usłyszałam kolejny dźwięk przychodzącej wiadomości:

„Dobra. Przejdę się jeszcze.
Do zobaczenia u mnie, kotku.”

Wywróciłam oczami, po czym schowałam telefon i spojrzałam na Matta. Właśnie pił kawę i przygadał mi się z zaciekawieniem.
- Chłopak? – spytał beznamiętnie.
Skinęłam głową.
- To znaczy, że będziemy musieli się pożegnać?
- To zależy od ciebie – odpowiedział. – Musisz już iść?
- Nie, jeszcze zostanę.
Matt w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. Odruchowo założyłam nogę na nogę i napiłam się ponowienie kawy.


Wychodząc z kawiarni wydarzyło się coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć.
Spotkaliśmy Jareda. Szedł przed siebie z szarym kapturem na głowie i słuchawkami w uszach. Podniósł głowę. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i schował słuchawki. Jednak jego wyraz twarzy uległ zmianie, kiedy zobaczył, kto stał obok mnie. Był wyraźnie zdenerwowany.
- Co ty tu robisz? – warknął patrząc na Matta.
- Stoję, jak widać – odwarknął.
- Wkurzasz mnie, koleś!
Jared podszedł do bruneta i wymierzył mu prawego sierpowego w twarz.
Krzyknęłam.
Byłam strasznie wkurzona.
- Jak mogłeś? Dlaczego go uderzyłeś? – dopytywałam. – Zwariowałeś?!
- To nie moja wina. Ostrzegałem go – odparł.
Zignorowałam go i podeszłam do Matta. Trzymał się za nos.
- Nic ci nie jest? – spytałam troskliwie.
- Nie, to tylko trochę krwi – uśmiechnął się niepewnie, ale wyszedł z tego tylko dziwny grymas.
- Masz. – Podałam mu chusteczkę. Wziął ją i przyłożył do miejsca, z którego leciała krew.
Ktoś złapał mnie za nadgarstek i odciągnął od bruneta. Spojrzałam w czekoladowe oczy Jareda.
- Co ty sobie wyobrażasz... – zaczęłam, ale blondyn mi przerwał.
- Martwię się o ciebie, kiedy nie ma cię obok mnie. Wiesz, że gdybym wiedział, że nic cię z nim nie łączy – zamyślił się – inaczej bym zareagował...
Nie dokończył, bo ktoś mu przerwał. Ktoś, kto nie powinien się teraz odzywać. Matt.
- Koleś, daruj sobie takie teksty. Postąpiłbyś dokładnie tak samo.
- Zamknij się, matole. Rozmawiałem z Jasmine, a nie z tobą.
Ruszył w stronę bruneta. Szybko stanęłam pomiędzy nimi.
- Jared! Przestańcie, proszę!
Jared odepchnął mnie tak, że straciłam równowagę i upadłam na ziemię. On natomiast podszedł do Matta i wymierzył kolejny cios w twarz.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*Matt*

Rano, jadąc do szkoły motorem, nie spotkałem Jasmine. Widziałem ją dopiero w szkole. Szła za rękę z jakimś blondynem. Wyglądała na szczęśliwą. Kiedy mnie zobaczyła pomachała mi i ruszyła w moim kierunku.
- Hej, Matt!
Zatrzymałem się. Brunetka podeszła do mnie, widocznie chciała mi coś powiedzieć.
- Zmiana planów – rzuciła.
- Nie spotkamy się?
- Nie! Coś ty. – Zaśmiała się. – Chodzi o to, że do kina poszlibyśmy innym razem. Może teraz pójdziemy na kawę?
- Jasne, kawa. Może być. – Uśmiechnąłem się do niej.
Kiwnęła głową. Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Zadzwonił dzwonek.
- Do zobaczenia na historii! – zawołała i pobiegła do szkoły.


Było już 15 minut po dzwonku. Siedzieliśmy w klasie czekając na nauczyciela. Nie było go, a z reguły się nie spóźniał.
Nagle do klasy weszła wysoka brunetka. Rozejrzała się po klasie i powiedziała:
- Pana Willsa dzisiaj nie będzie. Jesteście zwolnieni do domu.
Wszyscy uradowani wyszli z klasy. Udałem się do swojej szafki. Postanowiłem poczekać chwilę i zadzwonić do Jasmine. Kończyliśmy godzinę wcześniej, więc mogliśmy gdzieś wyjść już teraz.
Wyciągnąłem wszystko z szafki, zamknąłem ją i wybrałem w telefonie numer do Jasmine. Odebrała już po drugim sygnale.
- Cześć, Matt.
- Cześć... Słuchaj, może pójdziemy na tą kawę teraz? Nie masz nic przeciwko? – spytałem.
- Oczywiście, że nie. – Zaśmiała się. – Poczekaj na mnie pod szkołą, okej?
- Dobrze.
- Do zobaczenie – rzuciła, po czym rozłączyła się.
Wyszedłem ze szkoły i usiadłem na ławce. Chowałem telefon do kieszeni spodni, a następnie odgarnąłem włosy opadające mi na czoło i czekałam spoglądając na wejście do szkoły.
Po chwili zobaczyłem Jasmine. Uśmiechnąłem się i wstałem.
Potem, po Jasmine ze szkoły wyszedł Jared, wtedy uśmiech sam zszedł mi z twarzy. Nie lubiłem tego typa, był dla mnie jakiś podejrzany. Nie podoba mi się to, że Jas się z nim zadaje.
Blondyn złapał dziewczynę za rękę, popatrzył na mnie i uśmiechnął się złośliwie. Następnie ją pocałował, dłużej niż powinien był. Jasmine chyba to nie przeszkadzało.
Po dłuższym czasie odsunęła się od chłopaka. Odwróciła się, a kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się promiennie. Kiwnąłem jej głową.
Powiedziała coś blondynowi i podeszła do mnie.
- Hej, Matt – rzuciła.
- Jas. – Uśmiechnąłem się.
- To jak, idziemy?
- Jasne, chodźmy – odpowiedziałem.
Przeszliśmy kawałek drogi, kiedy poczułem wibracje w kieszeni spodni. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu.

„Lepiej uważaj.
Bo potem możesz żałować.”

Numer nieznany.
Coś kazało mi się obrócić i spojrzeć do tyłu. Tak też zrobiłem.
Zobaczyłem śmiejącego się Jareda. Stał tam razem ze swoim kolegą, Colinem. Kiedy mnie zobaczył przestał się śmiać. Popatrzył na Colina, powiedział mu coś, a potem obaj poszli w stronę szkoły.
Jared jeszcze na chwilę się obrócił i posłał w moją stronę złośliwy uśmieszek. Od tej pory wiedziałem, że to on wysłał tego sms’a i lepiej tego nie ignorować.
Wyszliśmy na ulice. Nie było zbyt tłocznie. Tylko kilka samochodów jechało drogą, poza tym chodniki były puste. Skręciliśmy na rogu i udaliśmy się w stronę kafejki. Przez całą drogę szliśmy w milczeniu. Kiedy otworzyłem drzwi kafejki, przepuściłem brunetkę przodem. Uśmiechnęła się tak, że nie mogłem tego nie odwzajemnić.
W Starbuck Coffee zazwyczaj był duży ruch, ale nie tym razem. Gdy wchodziliśmy do budynku zauważyłem tylko trzy osoby, w tym jedną parę. Wybraliśmy stolik w rogu kafejki. Było tam cicho i spokojnie. W tle leciała jakaś nastrojowa muzyka. Odsunąłem krzesło i Jasmine na nim usiadła. Zająłem miejsce naprzeciw niej.
W naszym kierunku szła kelnerka. Wysoka blondynka, całkiem ładna. Zatrzymała się, obróciła przodem do mnie i uśmiechnęła zalotnie.
- Witam, jestem Melisa i będę was dziś obsługiwać – przygryzła dolną wargę. – Mogę przyjąć zamówienie?
- Dla mnie cappuccino, a co dla ciebie? – zwróciłem się do Jasmine.
- Latte macchiato.
Melisa zanotowała coś w swoim notesie i odgarnęła za ucho kosmyk złotych włosów.
- Życzę miłego dnia – puściła mi oczko i odeszła.
Popatrzyłem na Jasmine i uśmiechnąłem się niepewnie. Jej policzki delikatnie pokryły się różem. Spuściła wzrok i po chwili ponownie na mnie spojrzała.
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale ta dziewczyna, Melisa, wyraźnie z tobą flirtowała.
- Nawet nie zwróciłem na to uwagi, przecież przyszedłem tutaj z tobą.
Ponownie się zarumieniła.
Zapadła niezręczna cisza. Przerwała ją nadchodząca kelnerka, która przyniosła nasze zamówienie. W ciszy popijaliśmy kawę, kiedy Melisa znów podeszła do naszego stolika. Uśmiechnęła się w ten sam zalotny sposób, a kiedy przygryzała wargę popatrzyła w moją stronę.
- Kończę o siedemnastej – powiedziała, po czym szybko obrzuciła wzrokiem Jasmine. Schyliła się ku mnie, na tyle blisko, bym słyszał to, co szepcze.
- Poczekaj na mnie przed kafejką. To tylko pół godzinki – syknęła, chcąc by brzmiało to pieszczotliwie.
Odsunąłem od niej głowę.
- Dziękujemy za zamówienie – powiedziałem twardo.
Po raz kolejny uśmiechnęła się sztucznie, pociągnęła nosem i odeszła.
- Łamiesz jej serce – powiedziała słodko Jasmine. Popatrzyłem na nią. Uśmiechała się.
Wybuchnąłem cichym śmiechem i powróciłem do picia kawy.
Po kilku minutach spojrzałem ponownie na brunetkę. Przyglądała się swoim dłonią, widocznie unikając mojego wzroku. Intensywnie o czymś myślała.
- Co jest? – spytałem.
Podniosła wzrok.
- Nic, tak po prostu się zastanawiam nad paroma sprawami.
- Przestań się zamartwiać, napij się kawy i pogadamy o czym – uśmiechnąłem się.
- Dzięki.
Wzięła łyk gorącej kawy i od razu rozpromieniła się. Postąpiłem tak samo. Napiłem się swojeg0 cappuccino.
- O czym chciałabyś pogadać?
- Sama nie wiem. Może... – zamyśliła się – powiedz mi czy masz jakieś rodzeństwo?
- Nie, jestem jedynakiem – Ponownie napiłem się kawy. – A ty?
- Jedynaczka – odpowiedziała.
- Ulubiony kolor?
- Zielony, a twój?
- Niebieski – rzuciłem.
- Masz jakieś marzenia? – spytała mnie niepewnie.
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Kiedyś moim marzeniem był skok na bungee, ale jakoś mi się odwidziało. Ale teraz, kiedy patrzyłem w jej szaroniebieskie oczy, coś sobie uświadomiłem. Miałem jedno marzenie, które właśnie zaczęło się spełniać. I tylko jedna osoba mogła o tym zadecydować.

***
  • awatar Gość: świetne <3
  • awatar Fuck yea .: Zajebiste . ♥ Czekam na dalszy ciąg. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam wszystkich.

Wróciłam, tylko nie wiem na jak długo. Nie wiem czy wena mi się nie skończy :D
Udało mi się napisać trochę do tego opowiadania, więc rozdziały będę dodawała tak jak zawsze, czyli co 5-6 dni. Nie chce robić tego często, żeby nie zabrakło mi opowiadania xd
Nie wiem czy w ogóle ktoś jeszcze czyta czy obserwuje, to co piszę, ale trudno - najwyżej będę pisała tylko dla siebie. Bo w sumie o to mi na początku chodziło.
Miło by było, gdyby okazało się, że ktoś to jeszcze czyta i oceniłby to co piszę, dał jakieś nowe pomysły - bo mi jest teraz chyba najbardziej potrzebne, bo już nie wiem o czym mam pisać :)

Tak więc rozdział dodam jeszcze dzisiaj. Przepraszam za moją nieobecność, jakoś to Wam wynagrodzę ;*
 

 
Dziękuję Wam, że odwiedzacie mój blog i że podoba Wam się to co piszę. Zrobię tak, jak mówicie i zawieszę bloga. Postaram się jak najszybciej coś nowego napisać, serio.
Na początku lipca wyjeżdżam do Włoch, więć może wtedy napiszę trochę, bo jak nie siedzę w domu to mi się lepiej myśli ;P
Tak więc dam Wam znać, kiedy odwieszę bloga. Myślę, że gdzieś tak na wakacjach dodam już kolejne rozdziały. Teraz nie mam czasu pisać, przepraszam Was. Jakoś to Wam wynagrodzę :)
Dziękuję i pozdrawiam :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przepraszam Was bardzo, ale przypuszczałam, że niedługo to nastąpi. Usuwam bloga.
Książkę będę pisała nadal, ale po prostu nie wyrabiam z pisaniem nowych rozdziałów, a prowadząc bloga musiałam pisać rozdziały na "siłę". Na wakacjach trochę posiedzę nad pisaniem.
Może założę bloga, kiedy napiszę wystarczająco dużo rozdziałów, żebym miała co dodawać? Nie wiem, nie obiecuję.
Przepraszam Was jeszcze raz :*

Ps.
Jak chcecie możecie pisać do mnie na priv. Zastanawiam się czy usunąć, czy zawiesić bloga.. Ale raczej go usunę.
  • awatar ` the lucky one. ♥: @elena9023: jasne, nie mam nic przeciwko. tylko daj mi znać ;)
  • awatar elena9023: zawieś..naprawdę podoba mi się twój blog,jeśli nie masz nic przeciwko to mogłabym niektóre zdania troszku przepisać,oczywiście gdy skończy mi się wena??:)
  • awatar `Hope dies last . ♥: Nie usuwaj !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*Jasmine*

Rodzice wyszli do kina, a ja zostałam sama w domu. Chwilę po położeniu się na łóżku, ktoś zapukał do drzwi. Idąc w ich kierunku zastanawiałam się, kto to mógł być. Obstawiałam, że to Rose albo Britt, ale kiedy otworzyłam, moje przypuszczenie się nie sprawdziło.
Przede mną stał Jared i uśmiechał się szeroko.
- Mieliśmy się dzisiaj spotkać, ale pomyślałem, że do ciebie wpadnę – powiedział.
Wpuściłam go do środka i musnęłam wargami jego usta.
- To wychodzimy gdzieś? – zapytałam.
- Może oglądniemy sobie jakiś film tutaj?
- Jasne, na co masz ochotę?
Udaliśmy się do salonu. Jared złapał mnie w pasie i szepnął do ucha:
- Ty wybieraj.
Uśmiechnęłam się pod nosem i poszukałam czegoś do oglądnięcia. Po przeszukaniu całej kolekcji filmów znalazłam idealny film. Wzięłam go i pokazałam Jaredowi, który już zdążył usiąść na kanapie.
- "Walentynki"?
Kiwnęłam głową.
- Może być ciekawie – rzucił z uśmiechem.
Włączyłam film i usiadłam na kanapie obok Jareda. Blondyn objął mnie w pasie, a ja położyłam mu głowę na ramieniu.
Po dwudziestu minutach oglądania filmu, Jared zaczął się bawić moimi włosami. Nawijał sobie moje loki wokół swojego palca.
- Heej. – Zaśmiałam się.
Jared w odpowiedzi pocałował mnie tylko w czubek głowy.
- Chcesz coś do picia? – zapytałam wstając z kanapy.
- Może być cola.
- OK.
Poszłam do kuchni.
Wyciągnęłam z szafki dwie szklanki, a następnie colę z lodówki. Nalałam napój do szklanek i wróciłam do Jareda. Po drodze spojrzałam jeszcze w lustro wiszące na ścianie w przedpokoju.
Włosy miałam w nieładzie. Miałam też lekkie wypieki na twarzy. Moją uwagę zwróciły najbardziej jednak moje oczy. Źrenice miałam rozszerzone, a same oczy świeciły. Pokręciłam głową z niedowierzaniem i weszłam do salonu.
Podałam Jaredowi colę i usiadłam obok niego. Napiłam się napoju i szklankę odstawiłam na stolik. Blondyn zrobił to samo. Ponownie wtuliłam się w chłopaka. Odwzajemnił uścisk.
Siedzieliśmy tak oglądając film.


Po obejrzeniu filmu siedzieliśmy sobie na kanapie. Ja z głową na ramieniu blondyna, a Jared z pilotem w ręku przeglądał programy telewizyjne. Po jakimś czasie znudziło mu się to, więc wyłączył telewizor i odłożył pilot na stolik.
Zaczął mnie delikatnie głaskać po ramieniu. Usiadłam mu okrakiem na kolanach.
Podniosłam głowę i popatrzyłam mu w oczy. Uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham cię, Jas – powiedział cicho.
Chciałam mu odpowiedzieć, już nawet otworzyłam usta. Jared był szybszy, zamknął mi usta pocałunkiem. Pocałunek był gorący i słodki. Nie potrafiliśmy się powstrzymać.
Jared zaczął wodzić palcem po moich plecach. Poczułam przyjemny dreszcz przechodzący przez moje ciało. Chciałam więcej, chciałam być bliżej niego. Przeczesałam mu włosy palcami.
Blondyn położył mnie na kanapie nie przerywając pocałunków. Nagle zaczął powoli rozpinać guziki mojej koszuli. Nie przeszkadzało mi to dopóki nie zaczął jej ze mnie ściągać.
- Co ty robisz? – szepnęłam pomiędzy pocałunkami.
Kiedy Jared zaczął rozpinać mi guzik od spodni, odepchnęłam go lekko acz stanowczo. Nie zareagował.
- Rozluźnij się – szepnął mi do ucha.
Zaczął całować mnie wzdłuż szyi i zatrzymał się na obojczyku. Jego ręce wędrowały wyżej, aż zatrzymały się na moich piersiach.
- Jared... przestań.
Ponownie go odepchnęłam. Podniósł głowę i popatrzył na mnie.
- Ja... Ja nie jestem jeszcze gotowa, Jay – powiedziałam.
- Dlaczego? – zapytał.
Wyglądał na lekko zawiedzionego.
- Nie teraz.
- Tak... Dobrze, masz rację. Powinniśmy poczekać jeszcze trochę.
Uśmiechnęłam się i zapięłam guziki od koszuli. Jared ponownie mnie pocałował. Tym razem pocałunek był namiętny, ale delikatny. Odsunęłam się od niego.
- Przepraszam cię, Jas. To było głupie. Nie powinienem...
- Jeszcze za wcześnie – powiedziałam.
Przytuliłam go mocno i szepnęłam do ucha:
- Kocham cię, Jared.
Chłopak złożył pocałunek na czubku mojego nosa. Czułam się przy nim bezpieczna. Cieszę się, że wszystko się ułożyło i znowu jesteśmy razem. Brakowało mi tego. Wiedziałam, że Jared tego chciał, ale ja nie potrafiłam. Dlatego obiecałam sobie, że kiedyś mu to wynagrodzę.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Matt*

Po lekcjach udałem się do szafki. Otworzyłem ją i zostawiłem książki. Nagle ktoś klepnął mnie w ramie. Odwróciłem się i obdarzyłem Setha uśmiechem. Zdziwiło mnie jednak to, dlaczego trzymał moją koszulę w swojej dłoni. Powędrował za moim wzrokiem i zaśmiał się.
- A tak... Dostałem to od Rose. Prosiła, żebym ci to oddał. – Podał mi koszulę i odszedł.
Chciałem schować ją do plecaka, kiedy natrafiłem na coś w kieszeni. Była w niej karteczka zapisana drobnym, dziewczęcym pismem. Od razu je rozpoznałem. Pismo Jasmine.
Na karteczce był jej numer telefonu i krótka wiadomość, w której zapraszała mnie na jakieś wyjście we dwoje.
To był fajny pomysł, dlatego od razu napisałem jej sms:

„Jasne, że możemy gdzieś wyjść.
Co myślisz o kinie?”

Wysłałem wiadomość i wyszedłem ze szkoły. Usiadłem na ławce i wyciągnąłem mp4. Musiałem poczekaj 15 minut na Setha, bo miał jakąś sprawę do załatwienia. Włożyłem słuchawki do uszu i pogwizdywałem w rytm piosenki. Leciało właśnie „All fall down” One Republic, kiedy dostałem wiadomość.
Spojrzałem na wyświetlacz:

„Kino? Świetnie!
To może jutro, po szkole. Dzisiaj jestem zajęta.”

Odpisałem:

„W porządku. Jutro.
Trzeba będzie przez ten czas ustalić, na co pójdziemy.
Wybieraj film, a ja się dopasuję.”

W momencie, gdy wysłałem wiadomość ze szkoły wybiegł uradowany Seth. Wyłączyłem mp4 i przywitałem się z przyjacielem.
- Co słychać? – zagadnął Seth.
- Właśnie umówiłem się z Jasmine. – A kiedy brunet zagwizdał dodałem: - Do kina.
- Jaki film wybraliście?
- Nie wiemy jeszcze, Jas ma coś wymyślić.
- Tylko wiesz... bez szaleństw. – Zaśmiał się Seth.
Dałem mu sójkę w bok i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Byliśmy już prawie na miejscu, kiedy Seth powiedział:
- Stary! Zapomniałem o czymś!
- Co?
- Muszę wrócić do szkoły, coś mi się przypomniało – rzucił i odszedł pospiesznie, a ja zacząłem się z niego śmiać.
Szedłem dalej, kiedy nagle zauważyłem moją matkę. Była z jakimś facetem, pewnie kolegą z pracy. Coś nakazało mi zwolnić i przyglądać się jej z bezpiecznej odległości. Tak też zrobiłem.
Kobieta ruszyła w kierunku klatki schodowej, mężczyzna podążył za nią. Brunet już chciał wejść razem z nią, ale kobieta go zatrzymała i zaczęła mu coś tłumaczyć. Mężczyzna kiwnął posłusznie głową i nachylił się, żeby powiedzieć jej coś na ucho. Stali tak dłużej niż powinni. W końcu brunet odszedł, a moja matka uśmiechnęła się. Potem obróciła się i weszła do budynku.
Zrobiłem to samo i już po chwili byłem w domu.
- Jestem! – krzyknąłem.
Matka siedziała w salonie i oglądała wiadomości, a ojca jak zwykle nie było jeszcze w domu. Udałem się do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko zmęczony dzisiejszym dniem. Zacząłem rozmyślać o tym, co przed chwilą widziałem. To było dziwne. Nagle przez głowę przeleciała mi jedna, ciekawa myśl, a właściwie pytanie. Czy to wyglądało na spotkanie dwojga znajomych?
Ale to przecież moja matka. To nie jest do niej podobne.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Bardzo Was przepraszam, że nie dodaję często wpisów, na prawdę. Mam za dużo problemów życiowych na głowie, muszę to sobie wszystko uporządkować. Myślę, że uda mi się z tym wszystkim uporać do wakacji. *Postaram się dodawać rozdziały w okresie od 5-6 dni.* Może nawet wcześniej.
Jeszcze raz przpraszam Was, kochane :*
  • awatar teenagedreams: mam nadzieje, że wszystko sie jakos pouklada, znam skads te przerozne problemy, niestety. ;)
  • awatar ѕιємαηє¢zкσ: Mi się właśnie bardziej podobają Twoje opowiadania . Tak sobie to Wszystko wyobrażam . Z niecierpliwością chciałabym już poznać jak potoczą się dalsze losy bohaterów ;*
  • awatar ѕιємαηє¢zкσ: Nie dziwię Ci się , ja też ostatnio mam trochę na głowie i ciężko mi prowadzić dwa blogi . ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Jasmine*

Matt mnie rozumiał. Wiedział, że to będzie dla mnie trudne. Ale on, w przeciwieństwie do mnie, miał nadzieję. Był optymistą.
Odsunęłam się od chłopaka i patrzyłam na niego. Intensywnie nad czymś rozmyślał. Pomyślałam, że zostawię go sam na sam ze swoimi myślami, a sama pójdę się doprowadzić do porządku.
- Zaraz wracam – powiedziałam.
Matt w zamyśleniu skinął mi głową. Udałam się do łazienki. Trafiłam do niej bez problemu.
Popatrzyłam w lustro. Wyglądałam okropnie. Opuchnięte, czerwone oczy. Rozmazany tusz na policzkach. Musiałam coś ze sobą zrobić.
Najpierw przemyłam twarz wodą, a następnie wytarłam ją ręcznikiem. Wymknęłam się cicho na korytarz i zabrałam swoją torebkę. Poszłam z powrotem do łazienki. Wyciągnęłam tusz do rzęs i podkreśliłam nim swoje oczy. Użyłam jeszcze pomadki i wyszłam z pomieszczenia.
Wróciłam do Matta. Już nie siedział na łóżku. Stał i wyglądał przez otwarte okno. Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Obrócił się pod wpływem dotyku.
- Wyglądasz już lepiej – stwierdził.
- Dziękuję.
Spojrzałam na zegarek. Wpół do szóstej. Czas się zbierać, pomyślałam.
- Ja już może pójdę.
- Mogę cię odprowadzić? – zapytał.
- Nie mam nic przeciwko. – Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Wyszliśmy z pokoju, ubraliśmy buty i zeszliśmy po schodach na dół. Na dworze było chłodno. Miałam na sobie bluzkę na ramiączkach. Zadrżałam. Matt to zauważył.
- Zimno ci?
- Nie jest tak źle – rzuciłam.
- Przecież widzę...
Ściągnął z siebie swoją koszulę i podał mi ją.
- Masz. Załóż ją.
- Dziękuję.
Włożyłam ją na siebie. Poczułam przyjemny zapach. Kojarzył mi się z zieloną herbatą.
Matt popatrzył na mnie, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Zaczęliśmy iść w kierunku mojego domu. Po kilku minutach byliśmy już pod moją klatką. Poczułam wibracje w telefonie. Spojrzałam na wyświetlacz. Jared. Musiałam odebrać.
Spojrzałam na Matta.
- Do zobaczenia jutro – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Tak, do jutra – odpowiedział.
Otworzyłam drzwi od klatki i odebrałam telefon.
- Cześć, słońce – usłyszałam.
- Jared.
- Co słychać?
- A jakoś leci, a jak u ciebie? – spytałam.
- A dobrze.
- Masz jutro czas?
- Nie wiem, ale raczej mam. A co? – zaciekawiłam się.
- A tak pytam, może byśmy gdzie wyskoczyli we dwoje?
- Jasne, czemu nie? – Zaśmiałam się.
- No to jesteśmy umówieni. Do zobaczenia, mała.
- Pa – rzuciłam i uśmiechnęłam się pod nosem.
Rozłączyłam się i weszłam po schodach do domu. Otworzyłam drzwi i usłyszałam głos matki, rozmawiała z kimś przez telefon.
- Dobrze... Tak, tak. Przyjdę... Do zobaczenia.
Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się.
- Cześć, mamuś – powiedziałam i ucałowałam ją w policzek.
Poszłam do swojego pokoju i po chwili ktoś zapukał do drzwi. Usłyszałam, jak mama poszła otworzyć drzwi.
- Dobry wieczór, jest Jasmine? – usłyszałam głos przyjaciółki.
- Rose, wejdź. Jest w swoim pokoju, dopiero co wróciła. – Zaśmiała się.
Blondynka weszła do pokoju i przyjrzała mi się uważnie.
- Jas... Nie mówiłaś, że kupiłaś sobie nową koszulę. Nie jest trochę za duża? – powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
Popatrzyłam w dół. Miałam na sobie koszulę Matta. Zapomniałam mu ją oddać.
- Cholerka. To koszula Matta – rzuciłam.
- Matta? – spojrzała na mnie pytająco.
- Tak, tego Matta.
Dziewczyna usiadła na łóżku, czekając na wyjaśnienia. Westchnęłam i opowiedziałam jej o wszystkim. Jak spotkałam Matta, jak powiedziałam mu o Brittany i o tym, jak dał mi swoją koszulę, kiedy było mi zimno. Rosalie słuchała uważnie i stwierdziła:
- Jutro będziesz musiała mu oddać tą koszulę. Mam pewien pomysł, dobry pomysł. Nie ma opcji, żebyś się na niego nie zgodziła. – Uśmiechnęła się.
- W porządku, mów.
- Jutro oddasz mu koszulę, ale najpierw włożysz do niej karteczkę ze swoim numerem telefonu. Napiszesz też na niej, że dziękujesz za ten gest z koszulą i że zapraszasz go na kawę albo... do kina. Co ty na to?
Już miałam powiedzieć, że to dziwny pomysł, ale zgodziłam się. Rose i tak by naciskała, żebym włożyła mu do kieszeni koszuli tą kartkę. Wolałam mieć już to z głowy.
Podeszłam do biurka i wyciągnęłam z szuflady małą niebieską karteczkę. Wzięłam długopis i napisałam na niej swój numer telefonu, a pod spodem dopisałam:

„Dziękuję za wczoraj, to był miły gest.
Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym zaprosić cię gdzieś jutro po szkole.
Daj mi znać, jeśli się zdecydujesz
- Jasmine.”

Kartkę włożyłam do kieszeni koszuli, po czym usiadłam na łóżku. Rose opowiedziała mi o kolejnym spotkaniu z Sethem. Słuchałam z zaciekawieniem. Po dwu godzinnej rozmowie blondynka poszła do domu, a ja usiadłam na parapecie wpatrując się w nocne niebo.

***
  • awatar ѕιємαηє¢zкσ: Zapraszam do czytania kolejnego wpisy , no i dodaj notkę bo już się doczekać nie mogę <3 :*
  • awatar ♥α נ ℓ σ ƒנ υ ♥: Ahh Kocham Twój blog i te wpisy . Aż mi się żałośnie źle robi jak mi się przypomni jaka byłam kiedyś szczęśliwa . Kurwa , piszę to i łzy mi lecą
  • awatar ♥α נ ℓ σ ƒנ υ ♥: http://xxopowiadaniexx.pinger.pl/ proszę ;* Zabieram się za czytanie , tym bardziej , że dół mnie zżera
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*Matt*

Wychodząc ze szkoły wpadłem na Jasmine. Dziewczyna popatrzyła na mnie swoimi szaroniebieskimi oczami. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym wyminęła mnie i poszła dalej.
Odruchowo chwyciłem ją za nadgarstek. Nie wyglądała na zdziwioną moim zachowaniem. Raczej jakby wiedziała, że to zrobię.
Przyjrzałem się jej dokładnie. Miała lekko podkrążone oczy, jakby płakała. Nie wiem dlaczego, ale chciałem się dowiedzieć, co jest tego przyczyną.
- Coś się stało? – spytałem.
Spuściła głową.
- Uhh... Nieważne – powiedziała cicho.
Położyłem jej rękę na ramieniu.
- Hej, Jas. Popatrz na mnie.
Brunetka niechętnie spojrzała mi w oczy. Uśmiechnęła się smutno. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale po krótkim namyśle zrezygnowała.
- Możesz mi powiedzieć.
- Sama nie wiem.
- Zaufaj mi – szepnąłem.
Patrzyliśmy sobie przez dłuższą chwilę w oczy. Po chwili Jasmine westchnęła i uśmiechnęła się delikatnie.
- W porządku... ale nie tutaj, dobrze? – powiedziała.
- Może pójdziemy do mnie?
- Okej.
Uśmiechnąłem się i oboje udaliśmy się w stronę mojej Hondy. Podałem dziewczynie kask i pojechaliśmy w stronę mojego domu. Przez cały czas brunetka obejmowała mnie w pasie.


Siedzieliśmy w moim pokoju i piliśmy gorącą herbatę. Popatrzyłem na Jasmine. Dziewczyna odgarnęła za ucho włosy, które opadały jej na twarz. Spojrzała na mnie, po czym powiedziała:
- Moja przyjaciółka, Britt wyjeżdża do Anglii...
- To w czym rzecz? Pojedzie i wróci z powrotem.
- No i tu jest problem. Ona wyjeżdża na stałe. Już nie wraca do Stanów! Przeprowadza się do swojej ciotki. Będzie tam chodziła do szkoły, uczyła się, poznawała nowych ludzi. Cieszę się, że pozna nowe miejsca, ale Matt, Britt jest moją przyjaciółką... Jest dla mnie jak siostra! Ja... ja nie dam rady. Nie zniosę utraty osoby, którą kocham. To będzie tak jak wtedy, kiedy zerwałam z Jaredem. Nie mogłam się pozbierać, ale już jest w porządku. Ale Britt.... - Łzy poleciały jej po policzkach. Zaczęła cicho popłakiwać.
Nie wiedziałem co zrobić. Jedyne co przyszło mi na myśl, to przytulenie dziewczyny. Tak też zrobiłem. Jasmine wtuliła się we mnie, jak mała dziewczynka szukająca schronienia. Siedzieliśmy tak, przez dłuższy czas. W końcu dziewczyna oderwała się ode mnie i przetarła oczy rękawem.
- Jas... - Dziewczyna popatrzyła na mnie. – Na pewno się ułoży. Będzie dobrze. Musi...
Dziewczyna ponownie wtuliła się w moje ramiona, a ja zacząłem ją delikatnie głaskać po plecach.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Jasmine*

Szłyśmy z Rose wzdłuż szkolnego korytarza, kiedy dostrzegłam Jareda. Wyciągał książki ze swojej szafki.
- Poczekasz tutaj chwilkę? – zwróciłam się do przyjaciółki. – Za chwilę wracam.
- Jasne, nie ma sprawy – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Dzięki.
Zaczęłam iść w kierunku mojego chłopaka. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko. Podszedł i przytulił mnie.
- Witaj, piękna – szepnął mi prosto do ucha.
Zaśmiałam się cicho.
- Cześć, Jared.
Złożyłam pocałunek na jego ustach. Odwzajemnił go od razu. Jego ręka zjechała niżej, z pleców i spoczęła na moim pośladku. Odruchowo położyłam ją wyżej, tam gdzie znajdowała się wcześniej.
Oderwałam się od niego i posłałam mu karcące spojrzenie. Uśmiechnął się przepraszająco i pocałował w czubek nosa.
- Jak samopoczucie? – spytał.
- W porządku. A ty, jak się trzymasz?
- Dopóki jesteś ze mną, nigdy nie będę czuł się lepiej.
- Przestań...
Spuściłam głowę. Czułam, jak oblewam się rumieńcem.
Jared ujął moją twarz swoimi dłońmi, podniósł do góry i popatrz głęboko w oczy. Przyglądał się im przez chwilę, po czym rzekł:
- Chyba nie widzisz, ile dla mnie znaczysz – pokręcił głową. – Jesteś wyjątkowa, Jasme. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny, jak ty.
- Nie wiedziałam – szepnęłam cicho, jakby do siebie.
Nagle kątem oka dostrzegłam biegnącą w moją stronę Brittany. Była czymś bardzo przejęta. Wyglądała, jakby się miała zaraz rozpłakać.
- Przepraszam cię, ale muszę coś zobaczyć. Widzimy się później – pocałowałam go na pożegnanie i poszłam po Rosalie. Ale jej nigdzie nie było.
- Rose! – zawołałam szukając blondynki wzrokiem. – Rosie!
- Tu jestem, Jas. Coś się stało?
Podeszła do mnie. Była zmartwiona.
- Brittany. Chodźmy do Brittany.
Szatynka siedziała skulona na parapecie. Objęła ramionami kolana, które miała zgięte pod brodą.
- Britty... – zaczęłam. – Co się stało?
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie. Jej oczy błyszczały. Robiła wszystko, aby się nie rozpłakać. Jednak nie dała rady, łza popłynęła po policzku.
- Dopiero dzisiaj się o tym dowiedziałam. Nie sądziłam, że to nastąpi tak szybko – ciągnęła. – Dziewczyny... wyjeżdżam. Na stałe.
- Na stałe? – spytała zszokowana Rose.
- To było planowane już dawno – zaczęła. – Moja mama uważa, że to mi dobrze zrobi, ale... – przetarła oczy – ja nie chcę wyjeżdżać!
Teraz rozpłakała się już na dobre. Patrzyłam na Rose, a następnie przeniosłam wzrok na Britt. Blondynka zrozumiała co mam na myśli. Podeszła do Brittany i przytuliła ją mocno. Poczułam łzy na swoich policzkach. Natychmiastowo przetarłam je rękawem swojego bolerka. Rose odsunęła się od przyjaciółki.
- Gdzie wyjeżdżasz? – spytałam.
- Do Anglii, do Londynu. Mieszka tam moja ciocia – dodała Britt.
- A nie da się tego przełożyć? – zamyśliłam się. – Chociaż do końca tego półrocza?
- Obawiam się, że nie, Jas.
Przytuliłam ją mocno, a ona odwzajemniła uścisk. Po moich policzkach łzy płynęły już strumieniami.
- Na pewno wszystko się ułoży – szepnęłam jej we włosy.

***
  • awatar ` the lucky one. ♥: @Begonia Mrówka: Jasne, nie ma sprawy. Dziękuję, już poprawiam :)
  • awatar Gość: Podoba mi się twoje opowiadanie a tak na marginesie spojrzenie powinno być karzące (od kary) a nie każące (od skazy) a jeszcze lepiej karcące. Błagam nie obrażaj się bo przecież będę twoim stałym czytelnikiem.
  • awatar teenagedreams: fajne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Jasmine*

Czas mijał nam bardzo szybko, zanim się obejrzałam było już po siedemnastej. Chodziliśmy po parku, rozmawialiśmy o rzeczach, które robimy na co dzień. Dobrze się rozumieliśmy. Nie kończyły nam się tematy do rozmów. To było... to było miłe.
Wracaliśmy już do domu, kiedy zadzwonił mój telefon. To była moja mama. Przeprosiłam Matta i odebrałam.
- Cześć, mamuś.
- Jasmine, jesteś w domu?
- Nie, ale za niedługo będę – odparłam.
- Ok. My wrócimy późno, jakby coś się działo, dzwoń.
- Dobrze.
- Trzymaj, się. Buziaki.
- Pa. – Rozłączyłam się.
Szliśmy dalej. Nagle dostrzegłam w oddali znajomą postać. To był Jared. Zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdyby zobaczył mnie z Mattem. Byłby zazdrosny i niemiły czy może uznałby to za zwykłą znajomość? Zdecydowanie pierwsza opcja.
Na szczęście mnie nie widzi, taką mam przynajmniej nadzieję. Matt też go nie zauważył. Chociaż Jared szedł w naszym kierunku dość szybkim krokiem. Może dlatego, że oboje wpatrywali się w ziemie? Możliwe. Jared był ubrany w bluzę z kapturem, który miał na głowie. Pewnie miał też słuchawki w uszach, tak jak zwykle.
Był coraz bliżej nas, a my byliśmy coraz bliżej mojego domu. Przyspieszyłam kroku. Nie chciałam, żeby doszło do jakieś kłótni czy, co gorsza bójki. To byłoby nie na miejscu. Ale Jared już taki jest. Zazdrosny o wszystko. To jest chyba jego największa wada.
Byliśmy pod moją klatką. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Matt patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Na co czekasz? Właź! – rzuciłam pospiesznie.
Brunet zrobił posłusznie to, o co go poprosiłam. Jared był już na wysokości drzwi od klatki. Nie zauważył nas, przeszedł dalej, aż zniknął za rogiem.
Wypuściłam głośno powietrze. Matt spojrzał na mnie pytająco. Pokręciłam głową.
- Wpadniesz na chwilę? – spytałam.
- Nie chcę przeszkadzać...
- Przestań. – Zaśmiałam się. – Chodź. Chociaż na chwilę.
- No dobrze.
Weszliśmy po schodach na drugie piętro. Wyciągnęłam klucze z torebki i otworzyłam mieszkanie. Gdy weszliśmy do środka, ściągnęliśmy buty i zaprosiłam Matta do swojego pokoju.
- Przepraszam za bałagan. Nie miałam kiedy posprzątać – powiedziałam szczerze i ruszyłam w kierunku łóżka. Matt stał w drzwiach, uśmiechnęłam się do niego. – Wejdź i usiądź sobie.
Matt usiadł na sofie stojącej w rogu pokoju, a ja zabrałam się za pościelenie swojego łóżka. Gdy już skończyłam usiadłam na łóżku i spojrzałam na Matta.
- Gdzie mieszkasz? – zapytałam.
- Kilka ulic dalej.
- Na prawdę? To dziwne, że nigdy wcześniej cię nie widziałam.
- Bardzo dziwne. – Uśmiechnął się.
Zapadła cisza, ale tylko na chwilę.
- Może napijesz się czegoś? – rzuciłam wstając.
- Chętnie.
- Poczekaj, za chwilę wracam.
Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni. Nalałam do szklanek coca-coli i na chwilę usiadłam na krześle. Pomyślałam o Jaredzie. Gdyby dowiedział się o tym, że spotykam się z Mattem na pewno zrobiłby awanturę. Prawdopodobnie skończyła by się ona tym, że albo on, albo Matt by oberwał.
Udałam się z powrotem do pokoju. Gdy weszłam zauważyłam, że Matt wpatruje się w jeden z obrazków na mojej szafce. Podeszłam bliżej. Patrzył na moje wakacyjne zdjęcie z Rosalie nad morzem. Dwie roześmiane dziewczyny, blondynka i brunetka, na tle zachodzącego słońca. Doskonale pamiętam tamte czasy, kiedy we trzy – Rose, Britt i ja – pojechałyśmy na kilka dni z dala od miasta, nad morze...
- Kto to? – spytał brunet.
Odstawiłam szklanki na biurko i podeszłam do chłopaka.
- Ja i moja przyjaciółka Rosalie – powiedziałam, pokazując palcem na blondynkę na fotografii.
Przyjrzałam się bliżej temu zdjęciu. Miałam na nim żółte bikini. A na lewym biodrze miałam zrobiony mały tatuaż z henny. Serduszko. Tatuaż był nie do końca widoczny, bo zasłaniał go w połowie dół od bikini. Mam nadzieję, że Matt go nie zauważył. Trzeba było się naprawdę bardzo dobrze przypatrzeć, żeby go zauważyć.
Chłopak nadal przyglądał się zdjęciu.
- Masz tatuaż? – zapytał lekko się uśmiechając.
- W sumie... jeszcze go mam – powiedziałam.
- Jest bardzo mały?
- Sam zobacz. – Uśmiechnęłam się.
Podniosłam koszulę i pokazałam mu tatuaż. Przyjrzał się mu.
- Całkiem ładny. Taki... taki dziewczęcy.
Opuściłam koszulę. Matt spojrzał na zegarek.
- Już późno, chyba muszę wracać.
- Jasne, nie ma sprawy.
Odprowadziłam go do drzwi. Ubrał buty i popatrzył na mnie.
- To był bardzo udany wieczór. Chciałbym go kiedyś jeszcze powtórzyć, oczywiście jeśli chcesz.
- Nie mam nic przeciwko.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Do zobaczenia jutro.
- Tak, do zobaczenia – powiedziałam.
Gdy Matt wyszedł, ja położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy, wyobrażając sobie nasze kolejne spotkanie.

***

Rozdział napisany z pomocą mojej przyjaciółki, dziękuję Ania ;*
 

 
*Matt*

Zaraz po dzwonku ruszyłem w stronę klasy od angielskiego. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że oprócz Jasmine nie znam nikogo, tak dobrze. No cóż... tak to już jest, potrzeba czasu zanim się z kimś bliżej poznam.
Do klasy wszedłem jako ostatni. Teraz musiałem gdzieś usiąść. Rozejrzałem się wokoło i dostrzegłem machającą do mnie Jasmine. Podszedłem i usiadłem obok niej.
- Dzięki – szepnąłem.
Uśmiechnęła się pogodnie.
Dziewczyna wyrwała kartkę z notesu i zaczęła coś na niej pisać piórem. Po chwili mi ją podała. Było na niej napisane:

"Chciałabym Ci się czymś odwdzięczyć za podwiezienie."

Miała bardzo ładne i czytelne pismo. Odpisałem:

"Jasne, a o co chodzi?"

Podałem jej kartkę. Brunetka przez chwilę się zastanowiła, po czym napisała:

"Jeśli chcesz, to mogę cię oprowadzić po szkole. Oczywiście, to zależy od tego czy będziesz chciał."

Uśmiechnąłem się pod nosem.

"Czemu nie, dzięki to miłe."

Ponownie podałem jej kartkę. Ona również uśmiechnęła się i popatrzyła na mnie.
- Pasuje ci po lekcjach? – szepnęła.
- Oczywiście.
- To jesteśmy umówieni.
Już nie mogłem się doczekać końca wszystkich lekcji.


Czekałem pod szafką Jasmine, tak jak się umówiliśmy. Kiedy przyszedłem jej jeszcze nie było. Postanowiłem usiąść i poczekać na nią na ławce. Tak też zrobiłem, a następnie zamknąłem oczy.
Zacząłem rozmyślać. Pomyślałem, że może zamiast chodzenia po szkole, moglibyśmy razem z Jasmine gdzieś wyskoczyć. Na lody albo na kawę. Oczywiście, jeśli się zgodzi...
Nagle ktoś mnie uszczypnął lekko w ramię. Otworzyłem oczy.
Przede mną stała Jasmine.
- To co, gotowy? – rzuciła.
Wstałem i przeczesałem dłonią swoje włosy.
- Mam pomysł. Oczywiście, jeśli się na niego zgodzisz – dodałem.
- Co masz na myśli?
- W szkole, mniej więcej już orientuję się, gdzie co jest... dlatego, chciałem się spytać czy nie poszłabyś ze mną na lody.
- Hmm... - zamyśliła się.
- Jeśli nie chcesz, to powiedz. No chyba, że masz już jakieś inne plany.
- Nie, nie mam planów. – Uśmiechnęła się. – Możemy iść.
- W takim razie... chodźmy.
Wyszliśmy ze szkoły i udaliśmy się w stronę centrum miasta.
Mijając bramę szkolną, wielu uczniów posłało nam ukradkowe spojrzenia. Zignorowałem to.
Nagle idąc, przypadkowo otarłem się swoją dłonią o dłoń Jasmine. Instynktownie spojrzałem na dziewczynę, która również zrobiła to samo. Chciałem coś powiedzieć, ale powstrzymałem się. Jas pierwsza odwróciła wzrok.
Szliśmy dalej, aż w końcu dotarliśmy do lodziarni Gelato, niedaleko naszej szkoły.
- Na jakie lody masz ochotę? - spytałem.
- Truskawka i... cytryna.
- Zaczekaj na mnie, zaraz wracam.
Podszedłem do sprzedawcy i kupiłem lody o smaku truskawki i cytryny dla Jasmine, a następnie czekoladę i miętę dla siebie. Zapłaciłem, wróciłem do brunetki i wręczyłem jej lody.
Uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję.
- Przejdziemy się czy gdzieś usiądziemy? - zapytałem.
- Nasiedziałam się w szkole.
Zaśmiałem się.
- W takim razie chodźmy do parku.

***
  • awatar CrazyOla: ciekawie się robi ;P
  • awatar Kotek. ♥: no ja też nie, tak więc chłopakom pięknie dziękuję! ;D + ejj, fajnie piszesz. ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Jasmine*

Leżałam na łóżku wpatrując się w sufit. Nie miałam ochoty iść dzisiaj do szkoły. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po wczorajszym wydarzeniu. Nadal nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam wracając do Jareda. Kocham go, ale nie wiem czemu po głowie plątają mi się czarne myśli. Dosyć! Trzeba wstawać.
Usiadłam na łóżku i przetarłam zaspane oczy. Poczekałam, aż przestało mi się kręcić w głowie, po czym wstałam i poszłam do łazienki. Zaczęłam rozczesywać włosy, które na szczęście nie stawiały oporu. Postanowiłam związać jej w koński ogon. Grzywkę zaczesałam na bok, za lewe ucho. Przejrzałam się w lustrze. Jest dobrze, pomyślałam i wyszłam z łazienki się ubrać.
Podeszłam do swojej ogromnej, kasztanowej komody i wyciągnęłam z niej czarne leginsy i jasną koszulę. Gdy skończyłam poszukałam jeszcze mojego ulubionego wisiorka. Serce z kluczykiem. Dostałam go od Rose na piętnaste urodziny.
Ponownie udałam się do łazienki. Podeszłam do lustra i z kosmetyczki na szafce obok umywalki, wyciągnęłam tusz do rzęs. Kilka pociągnięć i udało mi się podkreślić mój kolor oczu. Przyjrzałam się im dokładnie. W mojej rodzinie nikt nie miał takiego koloru oczu, jak ja. Mama ma piwne, ojciec zresztą też. Ale cieszyłam się, że jestem inna. Zawsze lubiłam się wyróżniać.
Poszłam do pokoju po torebkę. Zabrałam jeszcze z szafki okulary przeciw słoneczne, a następnie zeszłam na dół, do kuchni.
Mama siedziała przy stole i czytała gazetę. Kiedy mnie zobaczyła, przyjrzała mi się uważnie.
- Coś nie tak? – Zmartwiłam się.
- Nie, no coś ty – powiedziała i uśmiechnęła się.
- Więc...?
- Wyglądasz ślicznie.
- Och, dziękuję. – Podeszłam do mamy i ucałowałam ją w policzek.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej sok pomarańczowy. Nalałam go do szklanki, potem odłożyłam karton do lodówki. Napiłam się zimnego napoju i umyłam pustą szklankę.
- Zmykam – rzuciłam wychodząc z pomieszczenia.
- Idziesz gdzieś po szkole?
Zatrzymałam się.
- Nie wiem, a czemu pytasz?
- Wychodzimy dzisiaj z Frankiem spotkać się ze znajomymi. Możemy wrócić późno.
- Może pójdę do Rose, a jak nie to nie mam żadnych planów – odparłam.
- Dobrze. – Kiwnęła głową.
Ubrałam brązowe sandałki i wyszłam z domu.
Na dworze było przyjemnie, czasem zawiał chłodny zefirek. Pogoda dopisywała, nie było bardzo gorąco.
Ubrałam okulary i zaczęłam iść w kierunku szkoły. Wyciągnęłam z torebki iPoda, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenkę Jasona Mraza – I’m Yours.
Nagle usłyszałam dźwięk nadjeżdżającego motoru. Odruchowo obróciłam się. Motorzysta zatrzymał się tuż obok mnie, a następnie ściągnął kask.
To był Matt, ten nowy chłopak. Wyciągnęłam słuchawki z uszu.
- Cześć, podwieźć cię? – zapytał.
Zawahałam się.
- Nie daj się prosić.
- W sumie, czemu nie. – Uśmiechnęłam się.
Chłopak szybko odwzajemnił gest.
Włożyłam iPoda z powrotem do torebki i wsiadłam na tylnie siedzenie motoru. Matt podał mi granatowy kask. Kiedy mój towarzysz zapalił motor złapałam się bagażnika.
Pomyślałam, że to było by niezręczne, gdybym objęła go w pasie. Przecież się jeszcze dobrze nie znamy.
- Trzymaj się! – rzucił chłopak.
Jechaliśmy ulicą. Zawsze lubiłam jeździć z kimś na motorze. To było cudowne uczucie. Nagle Matt przyśpieszył. Odruchowo złapałam go w pasie, chyba trochę mocniej niż powinnam.
Chłopak poruszył się pod moim dotykiem. Rozluźnił się.
Nim zdążyłam się obejrzeć dojechaliśmy pod szkołę. Ściągnęłam kask, i schodząc z motoru, oddałam go Mattowi.
- Dziękuję, za podwiezienie – powiedziałam, kiedy ściągał swój czarny kask.
Jego brązowe włosy były ułożone w nieładzie. Miałam ochotę odgarnąć opadający mu na czoło kosmyk włosów. Udało mi się na szczęście powstrzymać.
Brunet zauważył, że mu się przyglądam. Zaczęłam nerwowo bawić się swoim wisiorkiem.
- Nie ma za co – odpowiedział.
Uśmiechnęliśmy się w tym samym momencie. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, tylko na siebie patrząc.
- Jeszcze raz dziękuję – powtórzyłam, nie wiedząc co innego mogłabym powiedzieć. – Tak... do zobaczenia na angielskim – rzuciłam.
Odeszłam w stronę szkoły czując na sobie wzrok Matta.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Jasmine*

Patrzyłam na roześmianą blondynkę. Odkąd wróciła, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Nadal nie wiedziałam, co się stało, że była taka szczęśliwa. Nie chciała mi jeszcze powiedzieć. Chętnie poznałabym wszystkie szczegóły.
Zresztą ja też miałam jej coś do powiedzenia. Przecież wróciłam do Jareda. Musiałam jej powiedzieć, w końcu to moja najlepsza przyjaciółka. Takie rzeczy powinno się mówić.
Rosalie w końcu oprzytomniała i wskazała gestem, abym usiadła na łóżku obok niej. Odwróciła się w moją stronę i popatrzyła głęboko w oczy.
- A więc, chcesz usłyszeć co się wydarzyło? – Kiwnęłam głową. – Było niesamowicie! Poszliśmy do kafejki, ja zamówiłam café mocca, a on latte macchiato. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Ogółem było fajnie... – zamyśliła się. – Potem poszliśmy do parku. Powoli zaczynało się ściemniać, ale to nic, było tak nastrojowo. Szliśmy obok siebie ocierając się ramionami. Nagle złapał mnie za rękę, popatrzyłam się na niego. Uśmiechnął się nieśmiało. Żeby dodać mu odwagi odwzajemniłam gest... – przerwała.
- Rose, i co było dalej? – zachęciłam.
- Przeszliśmy kawałek dalej trzymając się za ręce. Zatrzymaliśmy się pod wielkim, rozłożystym dębem. Seth obrócił się do mnie przodem, a następnie spojrzał głęboko w oczy. Powiedział mi, że nie wie, jak mógł mnie nie dostrzec i że nie jestem mu obojętna. A potem... a potem...
- Pocałował cię? – spytałam zdziwiona.
- Potem złapał mnie delikatnie w pasie i pocałował. Trwało to z piętnaście sekund! – zamyśliła się. – To dobrze?
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cała Rose.
- Nie liczy się długość, ale jakość.
Zaśmiała się.
- Jeszcze kilka minut rozmawialiśmy, a potem odprowadził mnie tutaj, pod twój dom. Kiedy dotarliśmy na miejsce powiedział, że jestem wyjątkowa – uśmiechnęła się na myśl o tym wspomnieniu – pożegnał się i pocałował namiętnie. Kiedy odchodził posłał mi słodki uśmiech, który oczywiście odwzajemniłam.
- Cieszę się z twojego szczęścia. Ja też muszę ci o czymś powiedzieć – dodałam.
- Chodzi o Jareda? – spytała.
Diament, nie przyjaciółka! Zawsze wiedziała, co chcę powiedzieć, zanim to zrobiłam. Znamy się bardzo dobrze, chyba nazwałabym to telepatią. Jak dobrze, że miałam ją przy sobie. Kiedyś jej to powiem, na pewno.
- Tak.
- Poszłaś za moją radą?
- Tak, przemyślałam to wszystko. Dziękuję. Dałam mu drugą szansę.
- Kiedy to było? – ciągnęła.
- Dzisiaj, niedawno. Gdy wracałam od ciebie zadzwonił do mnie, a potem przyszedł. Odprowadził mnie pod sam dom, a na końcu pocałował i powiedział, że wciąż mnie kocha.
- A ty? Co z twoimi uczuciami?
Zastanowiłam się. Dobre pytanie. Rose wpatrywała się we mnie, nie dając mi dużo czasu do namysłu.
- Szczerze? – Blondynka kiwnęła głową. – Wciąż coś do niego czuję i z każdym... dniem wiem, że to jest silniejsze. Jakby z każdą chwilą rosło w siłę.
Rose objęła mnie ramieniem i pocałowała w czubek głowy, tak jak to miała w nawyku. Wiedziałam, że zawsze mogłam na nią liczyć. Była mi bliższa niż Brittany, która również była moją przyjaciółką.
- Chcesz zostać na noc? – spytałam nagle.
- Chętnie, ale muszę jeszcze skoczyć do domu po rzeczy. – Wstała.
- Po co? – zdziwiłam się – Kiedy ostatnio u mnie nocowałaś, zostawiłaś wszystkie rzeczy.
- Rzeczywiście – zaśmiała się.
- Więc... możesz u mnie nocować?
- Jasne! Tylko zadzwonię do rodziców.
Blondynka wstała. Podeszła do torebki i wyciągnęła z jednej z kieszeni telefon. Dała mi znać, że zaraz wraca i wyszła z pokoju.
Podeszłam do mojej kasztanowej komody i wyciągnęłam z niej rzeczy mojej przyjaciółki. Położyłam je na łóżku.
Kiedy Rose u mnie nocuje zawsze śpimy na moim łóżku. Było duże, dwuosobowe, więc było nam wygodnie.
Podeszłam ponownie do komody i wyciągnęłam z niej czarną bokserkę i szare, dresowe spodnie. Położyłam je obok rzeczy Rose. Usiadłam na łóżku opierając się plecami o ścianę, bacznie obserwując wejście do pokoju.
Rosalie weszła do pokoju po pięciu minutach. Na jej twarzy malował się szeroki uśmiech.
- Mogę u ciebie zostać – oznajmiła – ale musimy zrobić lekcje.
- Mam dobrą wiadomość. Nie mamy nic na jutro. Mamy czas dla siebie, pogadamy sobie na spokojnie. Mamy całą noc dla siebie – dodałam z szerokim uśmiechem na twarzy.
Blondynka rozpromieniała jeszcze bardziej. Najwyraźniej już znalazła tematy na tą noc. Mam przeczucie, że dowiem się jeszcze od niej kilku ciekawych rzeczy.

***
 

 
To tak, odwieszam bloga i dodam rozdział tak, jak obiecałam wcześniej.

P.S.
Jeżeli ktoś ma możliwość, to ogromnie polecam odwiedzić Paryż! Głównie Luwr, Wieżę Eiffla, Pola Elizejskie i Marsowe, Łuk Triumfalny czy Katedrę Notre Dame. Warto też udać się w rejs Sekwaną.
Wyjazd udany, ale moim zdaniem 3 dni na zwiedzanie Paryża to za mało. Ale i tak było niesamowicie! ;)
*W Paryżu są nieziemskie ciacha* ♥
  • awatar elena9023: byłam w Paryżu na 2 tygodnie w lipcu i było niesamowicie,a chłopcy bardzo przystojni...hehe:) super blog zapraszam do mnie:)
  • awatar ` the lucky one. ♥: @modnisiowo: kiedyś na pewno wstawię, ale jak już to na bloga : marti0241.pinger.pl ;)
  • awatar ` the lucky one. ♥: @modnisiowo: a mam ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przepraszam Was, ale muszę zawiesić bloga na czas mojego wyjazdu do Paryża. Obiecuję dodać rozdział po powrocie 7-8 maja.
See you soon :( :*
  • awatar heavinginyourarms: Ojejku będziemy musieli wytrzymać jakoś bez opowiadań ;). Udanej wycieczki ;)
  • awatar Gość: O la la xD Toś zaszalała! ;) No cóż, baw się dobrze! ;*
  • awatar Oli-vka ♥: miłego pobytu . :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Matt*

Szedłem chodnikiem wzdłuż drogi. Była godzina piąta. Zaczęło się już ściemniać, ale latarnie nadal były niezapalone.
W oddali zauważyłem ciemne sylwetki dwojga ludzi. Podchodząc bliżej okazało się, że to Jasmine i ten blondyn spod szkoły. Dziewczyna przytuliła się do wysokiego chłopaka, a ten przyłożył swoją głowę do jej głowy i złożył na niej pocałunek.
Mijając ich brunetka podniosła głowę i nasze spojrzenia się spotkały. W tym samym momencie zapaliły się latarnie. Z wyrazu twarzy Jasmine mogłem wyczytać, że czuła się zawstydzona. Nawet z tej odległości widziałem lekkie rumieńce na jej twarzy. Wciąż na mnie patrząc oderwała się od blondyna i szepcząc mu coś do ucha, pocałowała w policzek. Kiwnęła głową w moją stronę i udała się w kierunku drzwi. Po chwili była już w budynku.
Chłopak obrócił się i napotkał mój wzrok. Zaczął iść w moim kierunku. Przyspieszyłem kroku i patrząc prosto przed siebie szedłem dalej w kierunku domu.
- Ej, ty! – usłyszałem.
Stanąłem, ale nie odwróciłem się do tyłu.
- Trzymaj się od niej z daleka – zagroził. – Inaczej będziesz miał do czynienia ze mną.
Prychnąłem pod nosem, ale kiwnąłem głową, tak aby mógł ujrzeć, że rozumiem.
Ruszyłem dalej. Skręciłem na rogu. Na zewnątrz nie było już nikogo, chociaż jeszcze nie było tak późno. Jedynym oświetleniem ulicy były latarnie i światła w domach mieszkańców tej okolicy.
Na niebie było mnóstwo migoczących gwiazd. Jednak najpiękniejszy był księżyc w kształcie rogalika. Zawsze lubiłem oglądać niebo, szczególnie nocą. Można było wtedy podziwiać wszystkie gwiazdy.
Kopnąłem leżąca na chodniku pustą, zgniecioną puszkę po jakimś napoju. Sądząc po czerwonej puszki, była to cola.
Skręciłem w prawo i wszedłem do budynku. Wbiegłem po schodach na górę, na trzecie piętro, przeskakując po dwa schodki.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do mieszkania. Rodzice byli jeszcze w pracy. Zerknąłem na zegarek na lewym nadgarstku. Za piętnaście szósta.
Wszedłem do swojego pokoju, włączyłem wieże stereo i położyłem się na łóżku, kładąc ręce pod głowę. Zamknąłem oczy podśpiewując w rytm piosenki.
Leciała właśnie jedna z piosenek zespołu Nickelback, kiedy ktoś wszedł do mieszkania.
Otworzyłem oczy i wstałem. Sięgnąłem po pilota od wieży stereo, leżącego na stoliku nocnym, i wyłączyłem ją.
- Mattie! – usłyszałem wołanie matki. – To ty?
- Tak, to ja – zawołałem.
A któżby inny, dodałem kpiąco w myślach.
- Myślałam, że może Christopher już wrócił do domu. Chyba wróci dzisiaj później. – Weszła do mojego pokoju. – Co tam nowego w szkole?
- Nic nowego, po staremu.
Uśmiechnęła się blado. Wyglądała na zmartwioną, chociaż próbowała to nieskutecznie ukryć. Ale ja nie potrafię się nabierać na tego typu rzeczy, jestem bardzo spostrzegawczy.
- Coś się stało? Masz jakieś problemy? – spytałem. – Wyglądasz na zmartwioną.
- Nic ważnego.
- Nie sądzę – pokręciłem głową, podszedłem do niej i położyłem dłoń na jej ramieniu. – Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć.
Strąciła moją rękę ze swojego ramienia. Popatrzyłem na nią zdziwiony jej niecodziennym zachowaniem.
- Zajmij się nauką i swoimi sprawami! Na pewno jakieś masz – rzuciła gniewnie, po czym wyszła z pokoju trzaskając mi przed nosem drzwiami.
Stałem w miejscu przez dłuższą chwilę, analizując to, co się właśnie zdarzyło. Przetarłem oczy ze zdziwienia. Zachowanie mojej matki było podejrzane, bardzo do niej nie podobne. Albo ma jakieś poważne problemy w pracy, albo coś przede mną ukrywa.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*Jasmine*

- Jejku, nie mam pojęcia, którą na siebie założyć! – żaliła się Rose.
Stałam w pokoju mojej przyjaciółki. Wczoraj Seth zaprosił ją na kawę. Oczywiście musiałam przyjść żeby jej pomóc w przygotowaniach.
Blondynka patrzyła na mnie pytająco trzymając w rękach dwie sukienki. W prawej – zieloną na ramiączkach, która długością sięgała kolan, a w lewej - niebiesko-białą w paski, trochę krótszą.
- W zielonej czuję się w swobodnie, ale ta druga podkreśla mój kolor oczu – ciągnęła. – Jak myślisz?
Zastanowiłam się na chwilę.
- Zdecydowanie niebiesko-biała.
- Tak sądzisz? – spytała, a ja kiwnęłam zgodnie głową. – Pójdę się przebrać.
Usiadłam na jej łóżku wypuszczając głośno powietrze z płuc. Byłam zmęczona tymi wszystkimi sprawami. A dzień się jeszcze nie zakończył.
Położyłam głowę na błękitnym jaśku i zamknęłam oczy, chcąc się zrelaksować.
Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Otworzyłam oczy i gwałtownie usiadłam na łóżku.
Spojrzałam na komórkę Rose leżącą na łóżku. Dostała wiadomość od Setha.
- Rose! – krzyknęłam. – Dostałaś wiadomość!
Rosalie pospiesznie wbiegła do pokoju i zabrała mi telefon.
- Pyta czy ma po mnie przyjść – przeczytała wiadomość, po czym zerknęła na mnie pytająco.
- Niech przyjdzie.
Blondynka szybko wystukała wiadomość na klawiaturze i rzuciła telefon na łóżko.
Odpowiedź przyszła natychmiastowo. Rose spojrzała ponownie na telefon.
- Będzie za 20 minut. Mamy mało czasu – zaśmiała się.
Rose usiadła na krześle przed toaletką z wielkim lustrem. Wzięła szczotkę i zaczęła czesać nią włosy. Zostawiła je rozpuszczone, a grzywkę zaczesała za lewe ucho.
Wyciągnęłam czarny tusz do rzęs z szafki toaletki i podałam go przyjaciółce. Pomalowała nim dokładnie rzęsy, po czym użyła błyszczyka do ust.
Wyglądała świetnie! Poszukałam wisiorka z dużym, srebrnym sercem, aby uzupełnić efekt, a następnie podałam go jej, a ona założyła go na szyję.
Blondynka wstała i zakręciła się wokół własnej osi, by zaprezentować się mi w całej okazałości.
Wyglądała kobieco, ale nie wyzywająco. Rosalie podeszła do kasztanowej szafy i wyciągnęła z niej malinową marynarkę. Założyła ją, a następnie użyła swoich ulubionych markowych perfum.
Spojrzałam na zegarek wiszący nad drzwiami. Wybiła godzina szesnasta. Usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
- Otwórz, ja poszukam jeszcze butów – rzuciła na odchodnym.
Wyszłam z pokoju i otworzyłam drzwi. Przede mną stał Seth. Rzuciłam mu przepraszające spojrzenia. Uśmiechnął się delikatnie.
- Rosie! – zawołałam.
- Jas, proszę, chodź tu na chwilkę! – usłyszałam.
Poprosiłam Setha, żeby poczekał i poszłam do pokoju przyjaciółki. Rose stała na środku pomieszczenia trzymając dwie pary butów. Zaśmiała się.
- Czarne czy białe? – spytała.
Zerknęłam na czarne szpilki, a później na białe sandałki.
- Szpilki – powiedziałam. – A teraz już leć!
Założyła pospiesznie buty, ucałowała mnie w policzek i wyszła z pokoju. Usłyszałam zamykające się drzwi. Wyszli, nareszcie...
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.


Kiedy otworzyłam oczy w domu panowała cisza. Zerknęłam na zegarek nad drzwiami. Wpół do piątej. Uff... na szczęście nie spałam długo.
Pospiesznie wstałam zabierając swoją torebkę i bluzę. Rose powiedziała mi, że spotkamy się u mnie i żebym zamknęła drzwi od jej domu na klucz.
Rozejrzałam się dookoła, żeby sprawdzić czy nic nie zostało. Wyszłam z pokoju zabierając klucze z małej komody, zamknęłam drzwi i wyszłam na dwór. Klucze schowałam do torebki, którą powiesiłam sobie na ramieniu.
Poczułam wibracje w kieszeni moich jeansów. Spojrzałam na wyświetlacz. Numer nieznany. Odebrałam telefon.
- Halo?
- Jas, to ja Jared – usłyszałam.
- Czego chcesz? – rzuciłam szorstko.
- Chciałbym się spotkać i pogadać.
- Nie mam teraz czasu, a poza tym nie ma mnie w domu – oznajmiłam.
Nastała cisza.
- Poczekaj chwilę, tam gdzie stoisz – odparł po chwili.
- Co? Halo... – Rozłączył się.
Przeklęłam pod nosem. Rozejrzałam się. Widziałam kilka osób, ale nikogo nie potrafiłam rozpoznać.
Niedaleko ujrzałam ławkę, zaczęłam iść w jej kierunku. Spojrzałam na zegarek na telefonie. Za dziesięć piąta. Miałam jeszcze co najmniej półtora godziny, do powrotu Rose z randki z Sethem.
Nagle ktoś złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Nie obracając się, mogłam zgadnąć, że to Jared. Za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy, tak się ze mną witał. Postawił mnie na ziemi i przywitał szerokim uśmiechem. Nie myśląc o konsekwencjach odwzajemniłam mu się tym samym. Poczułam nagły ucisk w żołądku.
- Cześć Jasme – zaczął. – Przejdziemy się w stronę twojego domu?
- A mam wybór?
Uśmiechnął się złowieszczo. Zaśmiałam się, ale natychmiast ucichłam. Przestań Jasmine, zganiłam się w myślach, to nie jest najlepszy pomysł. Ale przy Jaredzie czułam się swobodnie, znowu mogłam być sobą, bez żadnego udawania. Zawsze lubiłam jego towarzystwo i nie mogę zaprzeczyć, że nadal je lubię.
Ruszyliśmy wolnym krokiem wzdłuż chodnika. Kątem oka zauważyłam, że blondyn przygląda mi się badawczo. Westchnęłam.
- Co znowu? – spytałam.
- Myślę o tych chwilach spędzonych z tobą. Były cudowne – zatrzymał się i obrócił przodem do mnie. – Nie potrafię o tym zapomnieć. To zbyt wiele dla mnie znaczy, Jas.
Złapał mnie za ręce i bacznie obserwował każdy mój ruch, nawet ten najmniejszy.
Spojrzałam w jego brązowe tęczówki. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, co tak naprawdę czuję. Brakowało mi go. Czułam się tak, jakby ktoś zabrał mi jakąś cząstkę mnie. Byłam z nim taka szczęśliwa, jak mogłam przestać mu wierzyć. Przecież mówił, że nigdy by mnie nie okłamał.
Byliśmy już pod moim blokiem. Nawet nie zauważyłam, kiedy tu doszliśmy. Chociaż z domu Rose, szło się około pięć minut.
Popatrzyłam na nasze złączone ręce. Chyba powinnam dać mu drogą szansę. Zacząć wszystko od nowa. Bo przecież w głębi swojej duszy, właśnie tego chciałam.
Jared patrzył na mnie z nadzieją w oczach. Jego uścisk stawał się z sekundami coraz lżejszy, aż w końcu puścił moją dłoń. Odwrócił się i zaczął oddalać w stronę swojego domu.
Nie, nie mogę go stracić, pomyślałam nagle. Chwyciłam go za ramię i przyciągnęłam do siebie. Nasze wargi się zetknęły.
Jared złapał mnie w pasie i przyciągnął jeszcze bliżej, tak, że nasze ciała się stykały. Pocałunki stały się głębsze, bardziej namiętne i zachłanne. Poczułam przyjemne mrowienie w całym ciele, tak jak kiedyś.
Odsunęłam się od niego. Oboje zaczęliśmy szybko oddychać. Zrobiłam krok do tyłu, unikając jego spojrzenia.
- Przepraszam – szepnęłam.
Sięgnęłam do klamki od drzwi, chcąc wejść do środka, ale Jared obrócił mnie do siebie i złożył kolejny pocałunek na moich ustach.
- Nie masz mnie za co przepraszać, Jasme – stwierdził. – Kocham cię.
- Trudno mi to przyznać, ale ja też coś do ciebie czuję.
Uśmiechnął się, a ja wtuliłam się w jego ramiona.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Matt*

Siedziałem i obserwowałem Jasmine oraz jej koleżankę, może przyjaciółkę. Gadały o czymś. Jasmine była lekko roztrzęsiona, taka zgubiona mała dziewczynka. Blondynka była za to w znakomitym humorze.
- Cześć, Matt – usłyszałem znajomy, męski głos.
Obróciłem się. Obok mnie zatrzymał się Seth. Był moim jedynym i najlepszym przyjacielem. Był dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem.
Wstałem z miejsca.
- Siema, Seth! – wyciągnąłem rękę i przybiliśmy sobie piątkę.
- Jak tam szkoła?
- Ujdzie. - Uśmiechnąłem się przelotnie.
- Jak tam Rose, jakieś postępy ? – zapytałem z ciekawości.
Zaczęliśmy się przemieszczać się w kierunku bramy wyjściowej. Na dworze było jeszcze dużo uczniów. Kiedy przeszliśmy obok grupki dziewczyn, jedna z nich, brunetka, uśmiechnęła się do mnie zalotnie. Mimowolnie odwzajemniłem gest.
Zadzwonił dzwonek. Uczniowie udali się na lekcje do szkoły. To była już ostatnia, siódma lekcja.
Spojrzałem na Setha. Był zamyślony, nieobecny duchem.
- Seth...? – Trąciłem go łokciem.
- A, tak... już.
Przeszliśmy przez bramę i wyszliśmy na ulicę. Popatrzyłem na Setha i czekałem, dopóki on, nie popatrzy się na mnie. Długo nie musiałem czekać. Wzruszył ramionami.
- Jest dobrze. Gadamy...
- Umówiłeś się z nią? – Zatrzymałem się.
Seth westchnął zrezygnowany. Ruszyliśmy dalej wolnym krokiem.
- Tak, zaprosiłem ją na kawę – odpowiedział po chwili.
- To świetnie. A kiedy?
- Jutro, popołudniu.
Włożyłem ręce w kieszenie spodni. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Po kilku minutach doszliśmy pod mój dom.
Seth obrócił się w moją stronę i kiwnął głową na pożegnanie. Zacząłem iść w stronę drzwi.
- Matt, pamiętaj. Zawsze możesz na mnie liczyć! –usłyszałem.
Obróciłem się, a Seth uśmiechnął się, pomachał na pożegnanie i odszedł zakładając kaptur na głowę.
- Siema, stary – rzuciłem.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Jasmine*

- Jay... – zaczęłam wyrywając ramię z jego objęć.
- Jasme, wysłuchaj mnie, dobrze? – powiedział, a kiedy zauważył, że chcę coś jeszcze powiedzieć uniósł prawą dłoń i przyłożył mi ją do ust.
Wywróciłam oczami, robiąc mały krok do tyłu. Jared natomiast zrobił taki sam krok do przodu, w moją stronę.
- Daj mi drugą szansę, proszę.. Bez ciebie to nie to samo. Nie rań mnie. Pamiętasz, jacy byliśmy szczęśliwi, kiedy byliśmy razem? Wróćmy do tego. Jasmine...
- Mam ci dać drugą szansę? – zakpiłam z niego.
- Jak mam cię przekonać, że bardzo mi na tobie zależy?
- Pomyśl.
- Jasmine Steward, kocham cię – powiedział po prostu.
Usłyszałam te słowa już drugi raz tego dnia. Znów poczułam słabość. Od czasu, kiedy z nim zerwałam nigdy nie powiedział mi wprost, że mnie kocha. Głowa zaczęła mnie boleć od nadmiaru myśli. „Daj mu drugą szansę, myślałam, zapomnij o tym, co było”. Ale nie potrafiłam, jeszcze nie teraz...
Spojrzałam w jego brązowe oczy. Patrząc w nie, nie potrafiłam mu czegokolwiek odmówić. Ale w tej sytuacji, nie mogłam się przecież na to zgodzić.
- Muszę to wszystko przemyśleć – powiedziałam po namyśle.
- Dziękuję... – wyszeptał.
Nie powiedziałam „Tak” , dodałam w myślach. Nie powiedziałam tego głośno, nie chciałam z nim dyskutować.
Jared pochylił się w moją stronę i chciał pocałować mnie w usta. Obróciłam lekko głowę tak, że jego wargi dotknęły mojego lewego policzka. Zdziwił się i ponownie spojrzał w oczy. Wzruszyłam ramionami, a on westchnął zrezygnowany.
- Do zobaczenia – rzucił i poszedł w stronę szkoły.
Odprowadziłam go wzrokiem w stronę wejścia do szkoły.
Ujrzałam Matta. Siedział na murku patrząc w moją stronę. Uśmiechnął się widząc, że na niego patrzę. Odwzajemniłam gest i zawstydzona pojawiającym się rumieńcem, spuściłam wzrok. Nerwowo poprawiłam ramię torby i ruszyłam w stronę bramy.
- Jas! Wszędzie cię szukałam.
Odwróciłam się gwałtownie.
Ze szkoły wybiegła Rose. Zdziwił mnie jej świetny humor, który można było wyczuć tylko na nią zerkając. Śmiała się. Przebyła dzielącą nas odległość niemal błyskawicznie.
- Nie uwierzysz! – zaczęła – Seth Connor zaprosił mnie na kawę!
Ach tak... Seth Connor, że też na to nie wpadłam.
Rose była w nim zakochana od początku liceum. Prawdę mówiąc, miała na jego punkcie obsesje. Ale przyznam, też kiedyś mi się podobał... dopóki nie poznałam Jareda.
- To świetnie! – objęłam ją ramieniem.
Starałam się jak najlepiej okazać, że cieszę się razem z nią. Nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Za dużo działo się teraz w mojej głowie.
- Mówiłam ci, że jesteś kiepską aktorką – cmoknęła. - Co się stało? Chodzi o Jareda?
Westchnęłam.
- Proszę cię, powiedz mi co mam robić! Już sama nie wiem... Jared chce do mnie wrócić, a ja nie wiem czy to będzie rozsądne. Nadal coś do niego czuję i czasem mi go brakuje. Tylko czy mogę mu ponownie zaufać?
- Potrzeba czasu, Jas. Czasu. Powinniście zacząć od początku. Ale poczekaj, niech nie myśl, że jesteś słaba i że łatwo się poddajesz. Niech pokaże, że mu naprawdę zależy.
- Za to cię właśnie kocham, wiesz? Potrafisz zawsze mnie wesprzeć, dziękuję. – Ucałowałam ją w policzek.

***
  • awatar CrazyOla: podoba mi się ;)
  • awatar Gość: Ahh, uwielbiam twoje powieści <3 Ale musisz pisać częściej. Bo od tego się uzależnia ^^
  • awatar Gość: cudne też jestem w podobnej sytuacji .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*Matt*

Wychodząc na dwór kątem oka widziałem, jak dziewczyny pokazywały na mnie palcem i szeptały sobie coś na ucho. Jedne chichotały, a inne uśmiechały się na mój widok. Przyznam, nie było to dla mnie nowe. Dziewczyny często zwracały na mnie uwagę.
Przechadzając się po korytarzach szkolnych widziałem kilka interesujących dziewczyn. Ale najbardziej ze wszystkich dziewczyn jakie dotąd zobaczyłem, intryguje mnie tylko jedna..
- Hej, uważaj ! – usłyszałem dziewczęcy krzyk.
Odwróciłem się. Przede mną siedziała Jasmine. Siedziała, to było by dziwne określenie biorąc pod uwagę to, że nie usiadła sama na środku korytarza. Musiałem ją potrącić, kiedy przechodziłem przez drzwi główne. Dziwne, nic takiego nie poczułem...
- Przepraszam cię, zamyśliłem się – powiedziałem.
Wyciągnąłem rękę w jej stronę, aby pomóc jej wstać. Nie chwyciła jej i spróbowała podnieść się sama. Wstając zachwiała się, ale zdążyłem ją złapać w pasie, zanim znów wylądowałaby na tyłku.
Kiedy dotknąłem Jasmine, jej policzki pokryły się różem. Skinęła lekko głową w geście podziękowania, zabrała torbę z podłogi i wyszła na zewnątrz.
Podążyłem za nią. Po wyjściu oparłem się o poręcz schodów.
Gdy chwilę później zerknąłem na brunetkę zbliżała się już do bramy wyjściowej. Śpieszyła się.
Ktoś wybiegł ze szkoły. Chłopak, a dokładniej wysoki blondyn.
- Jasmine! – krzyknął biegnąc za dziewczyną. – Proszę, porozmawiajmy.
Dziewczyna zatrzymała się, ale nie odwróciła. Blondyn podbiegł i złapał ją za ramię. Odepchnęła go. Spróbował ponownie mówiąc coś do niej i wymachując rękoma. Pokręciła głową. Chłopak złapał ją odwracając przodem do siebie, tak jak i do mnie.

***
  • awatar ` the lucky one. ♥: @~Ginny: o boże, pamiętam aż za dobrze <lol2>
  • awatar Gość: Uwielbiam perspektywę Matta :D Pamiętasz....Mattias? xD Hahahah :*
  • awatar Crazy.♥: taleniacaraaa! ;0 ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Jasmine*

Pod klasą stał Jared, kiedy mnie zobaczył złapał mnie za nadgarstek.
- Jasme, musimy pogadać – powiedział cicho.
Wzdrygnęłam się, kiedy użył zdrobnienia, który wymyślił, kiedy byliśmy jeszcze razem. Jasme. Tylko on mógł mnie tak nazywać. Do oczu zaczęły napływać mi łzy.
- Czego chcesz? – rzuciłam.
- To nieporozumienie, naprawdę. Daj mi drugą szansę. Bez ciebie jestem nikim – wyszeptał.
Popatrzyłam na niego. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy. Nagle przypomniały mi się chwilę, które spędziliśmy razem. Byliśmy tacy zakochani i szczęśliwi... Po policzku pociekła mi łza. Jared uniósł rękę chcąc ją zatrzeć, ale po chwili ją opuścił. Wytarłam łzę rękawem.
- Zraniłeś mnie, kochałam cię. A teraz myślisz, że tak po prostu ci wybaczę i wrócę do ciebie? Mylisz się...
Nie czekając na jego odpowiedź odwróciłam się i zaczęłam oddalać w stronę schodów. Jared złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Nasze wargi się zetknęły.
Pocałunek był namiętny i słodki. Po chwili doszłam do siebie i natychmiast oderwałam się od niego. Na policzkach znów poczułam łzy.
Szłam szybkim krokiem w stronę schodów. Dość szybko doszłam do mojej szafki. Otworzyłam ją. Wpakowałam do środka książki od biologii, a wyciągnęłam od angielskiego. Zatrzasnęłam drzwiczki, a następnie poszłam na lekcje.

Po ostatniej lekcji poszłam po rzeczy do szafki. Otworzyłam drzwiczki.
Poczułam wibracje w kieszeni moich jeansów, wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Nowa wiadomość. Numer nieznany.

"Spotkajmy się teraz, pod szkołą. Jasme.. Musimy pogadać."

Jared. Gdy z nim zerwałam chciałam stracić z nim całkowicie kontakt. Usunęłam wszystkie jego wiadomości i nagrania na poczcie głosowej, choć przyznam, że nie było to takie łatwe. W końcu jednak się udało. Usunęłam też, przede wszystkim, jego numer telefonu.
Zaczęłam niechętnie odpisywać na jego wiadomość.

"Dlaczego miała bym się z tobą spotkać? Nie mamy o czym rozmawiać..."

Czekałam i czekałam. Nie odpisywał przez kilka minut. Wyciągnęłam rzeczy i zatrzasnęłam szafkę. Zrezygnowana zaczęłam iść w stronę wyjścia.
- Czekaj! – usłyszałam za sobą znajomy mi głos.
Odwróciłam się. Przede mną stał we własnej osobie zdyszany Jared. Czyżby biegł?, spytałam siebie z nutką goryczy.
- Co ty tu robisz?! – wysyczałam.
Każdy wyraz mówiłam osobno z naciskiem. Jakby były oddzielnymi zdaniami.
- Odpowiadam na twój SMS – powiedział cicho, jakby mówił sam do siebie.
Zaczął się do mnie przybliżać, tak że dotykaliśmy się. Przysunął się do mojego ucha. Stał tak przez chwilę trzymając mnie w niepewności.
- Kocham cię – wyszeptał po chwili do mojego ucha. – Wciąż cię kocham.
Stałam jak wryta. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Po raz pierwszy użył takiego argumentu. Nigdy wcześniej tego nie mówił.
Jared wykorzystał chwilę, przez którą rozmyślałam nie wiedząc, co powiedzieć, i zaczął mnie ponownie całować.
Pocałunki były delikatne, różniły się od poprzednich. Pozwalałam mu się całować, nie wiedząc, co mam robić. Byłam bez silna.
Kiedy blondyn się ode mnie odsunął, spojrzał mi głęboko w oczy.
- Jasme... – zaczął. – Czy ty tego nie widzisz ?
- Nie rozumiem – szepnęłam.
Chciał mnie złapać za rękę, ale odsunęłam się o krok do tyłu.
- Coś się stało? – zapytał.
W jego głosie wyczułam nutkę troski.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam nic mówić. Zamknęłam oczy, lecz po chwili je otworzyłam. Zaczęłam się od niego oddalać. Wybiegłam ze szkoły, ignorując jego wołanie.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

kooot.13
 
sparksofinspirations
 
Dziewczyno , weź idź stąd , i idź pisać takie opowiadania . ! *.*
Są mega . <3 podoba mi się . :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Matt*

Nauczycielka posadziła mnie w drugiej ławce z dziewczyną o imieniu – Jasmine.
Miała długie brązowe włosy opadające jej na plecy i ramiona. Były kręcone i odbijały blask słońca wpadający do klasy przez okno. Widać, że o nie dbała.
Zielono-niebieskie oczy pokryte były rzęsami pomalowanymi czarnym tuszem. Na jej powiekach widziałem też czarne kreski, zrobione kredką do oczu. Wyglądały jak oczy kota. Były duże i wydawały się dzikie.
Ubrana była w granatową sukienkę w kwiatki, bez ramiączek. Pod biustem miała szeroki czarny pas.
Była ładną dziewczyną.
Najbardziej na świecie nie cierpiałem biologii. Tematów o roślinach, zwierzętach, grzybach itp. To jest nudne. Raz nawet zasnąłem na lekcji, ale na szczęście siedziałem w ostatniej ławce, więc nauczyciel, pan Gert, się nie zorientował. Później zadzwonił dzwonek i kolega musiał mnie obudzić.
Tutaj lekcja mi się dłużyła. Co jakiś czas zerkałem na dziewczynę obok. Była czymś bardzo przejęta, intensywnie myślała. Na ostatniej stronie zeszytu rysowała koślawe serduszka, a obok nich napisała ładnymi literami imię. Chłopięce imię. JARED. Pewnie jej chłopak, pomyślałem.
Zdziwiło mnie to, co zrobiła następnie. Zaczęła mazać długopisem imię i serduszka na około. Szczerze? Byłem zaskoczony.
Później wyrwała kartkę i zgniotła ją.
Jasmine popatrzyła w moją stronę, a kiedy zobaczyła, że się jej przyglądam zmieszana odwróciła wzroki i ukryła twarz pod kurtyną włosów opadających na jej twarz.
Przez resztę lekcji patrzyłem się przez okno.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Jasmine*

- Rose, jak dawno cię nie widziałam! – wykrzyknęłam.
Rosalie, dla przyjaciół Rose, była moją jedną z dwóch najlepszych przyjaciółek. Wysoka blondynka, o niebieskich oczach. Była szczupła i zgrabna. Zazdrościłam jej figury.
Miała też duże powodzenie u chłopców, ale większości dawała kosza. Uważała, że stałe związki są głupie, ale ja miałam inne zdanie.. Miałam. Czas przeszły...
Teraz uważam, że Rose ma rację. Niedawno zerwałam z chłopakiem, Jaredem. Przyłapałam go, jak obściskiwał się z jakąś dziewczyną przed toaletą, na imprezie. On twierdzi, że nadal mnie kocha i że to Samantha, dziewczyna, z którą się całował, sama się na niego rzuciła i nakłaniała go, żeby ze mną zerwał. Ja jakoś nie mogłam uwierzyć w tą historyjkę. Zerwałam z nim.
Nadal nie mogę się pozbierać po tym, co mi zrobił. Kochałam go i nadal kocham. Nie jestem w stanie mu tego wybaczyć, choć ciągle mnie przeprasza i chce, żebyśmy znów byli razem.
Rozmyślenia przerwał mi silny uścisk Rosalie.
- Tak, całe wakacje – przyznała. – Jasmine, wiesz jak wyładniałaś?
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Dzięki, a ty się nieźle opaliłaś.
Odwzajemniła uśmiech i pomachała do kogoś za moimi plecami. Zanim zdążyłam się obrócić już ktoś się na mnie rzucił (w sensie dosłownym) i pocałował w policzek.
- Cześć dziewczyny – powiedziała uradowana Brittany.
Brittany to moja druga przyjaciółka. Jest wysoka i ma czarne, proste włosy sięgające jej za plecy. Ma też duże szmaragdowe oczy.
Nie ma takiego powodzenia u chłopców jak Rosalie, ale niektórzy czasami ją zaczepiają. Brittany nie przepada za chłopakami, po tym jak zobaczyła mój stan po zerwaniu z Jaredem, raczej trzyma się od nich z daleka.
- Britt.. – uścisnęłam ją przyjaźnie – Nie skacz więcej na mnie.
Zaśmiała się.
- Oj.. no przestań – uśmiechnęła się Rose.
Puściłam jej uwagę mimo uszu, ale i tak się uśmiechnęłam. Rosalie szturchnęła łokciem Brittany, a ta zaśmiała się cicho i przytuliła ją.
Byłyśmy prawdziwymi przyjaciółkami. Raczej nie potrafiłabym się na nie obrazić, a co gorsze zerwać z nimi kontakt. Były dla mnie jak rodzone siostry. Bardzo je kochałam i szanowałam.
- Mam nowinę! – wykrzyknęła Rose.
- Mów – rzuciła Britt.
- Do naszej klasy ma się przenieść nowy chłopak, podobno niezłe z niego ciacho – zachichotała.
- Też coś o tym słyszałam – dodałam.
- Hm.. mam nadzieję, że to nie są plotki, że jest przystojny – Rose uśmiechnęła się złowieszczo.
- Przestań! – szturchnęłam ją ramieniem.
Rosalie i Brittany spojrzały najpierw na mnie, a później na siebie. Uśmiechnęły się do siebie.
- Britt, czy myślisz o tym co ja? – spytała Rose.
Brittany w odpowiedzi skinęła tylko głową z uśmiechem na twarzy. Rosalie natomiast podeszła do mnie i wzięła pod ramię. Podążyłyśmy w stronę naszych szafek, Brittany dotrzymywała nam kroku.
- Tak sobie pomyślałam, że nie powinnaś się znów zamykać w sobie.. – zaczęła Rose.
- Powinnaś zacząć żyć na nowo – dokończyła za nią Brittany.
Doszłyśmy do naszych szafek. Moja była wysoka, miętowa na szyfr. Przekręciłam korbką dwa razy w prawo, dziesięć w lewo i znów pięć w prawo. Wyciągnęłam książkę do biologii. Zamknęłam szafkę. Rose złapała mnie za ramię i obróciła mnie do siebie przodem.
Przyglądała mi się uważnie czekając na odpowiedź.
- Sama nie wiem... jeszcze nie doszłam do siebie... – powiedziałam cicho, jakbym mówiła sama do siebie.
- Może to pomoże ci zapomnieć? – spytała Rose.
Wzruszyłam ramionami i wykrzywiłam usta w grymasie. Rosalie tylko pokręciła głową, złapała mnie i Brittany, po czym pociągnęła nas w stronę schodów, na pierwsze piętro.
Gdy weszłyśmy na górę skręciłyśmy w stronę toalety. Otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza. Stanęłam przed lustrem i przyjrzałam się sobie.
Moje długie kasztanowe loki opadały bezwładnie na ramiona i plecy. Zielono-niebieskie oczy błyszczały. Ręką zgarnęłam kosmyk włosów i założyłam go za ucho.
- Wyglądasz świetnie - powiedziała Rosalie, a ona zawsze mówiła prawdę. Nigdy mnie nie okłamała.
Obróciłam się i uśmiechnęłam się do nich. Wyszłyśmy z toalety i poszłyśmy pod klasę od biologii. Po drodze widziałam Jareda, stał przy swojej szafce i słuchał muzyki. Był smutny. Serce mi się krajało wiedząc, że to przeze mnie tak jest.
- Dobrze zrobiłam zrywając z nim? – spytałam dziewczyn.
- Zrobiłaś to, co było słuszne – pocieszyła mnie Brittany i położyła dłoń na moim ramieniu – Nie ma czym się przejmować, poradzi sobie.
- Chyba masz rację. Gorzej jest ze mną – dodałam ciszej.
Weszłyśmy do klasy równo z dzwonkiem. Pani Bennett jak zwykle spóźniła się kilka minut. Usiadłam sama w drugiej ławce przy oknie. Brittany i Rosalie usiadły w ławce za mną.
Lekcja dopiero się zaczęła, ale i tak pani Bennett zaczęła już swój nudny wykład o gadach.
Usłyszałam skrzypienie drzwi, ktoś wszedł do klasy. Instynktownie odwróciłam się.
Do klasy wszedł chłopak. Wysoki i szczupły. Brunet o ładnej opaleniźnie, z tej odległości nie widziałam jego oczu.
Był przystojny.
Miał na sobie biały T-shirt, rozpiętą szarą koszulę w kratkę, niebieskie rurki i czarne trampki.
Pani Bennett przerwała wykład i przyjrzała się chłopakowi. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Ty musisz być Matthew – stwierdziła.
Chłopak zgodnie skinął głową.
- Po prostu Matt.
- Dobrze, siadaj w drugiej ławce przy oknie – powiedziała i wróciła do przerwanego wykładu.
Chłopak podszedł do mojej ławki, odsunął krzesło i usiadł obok mnie. Przyjrzał mi się uważnie po czym uśmiechnął się nieśmiało.
- Matt – przedstawił się.
- Jasmine – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się niepewnie.
Matt miał błękitne oczy pokryte gęstymi rzęsami. Wystające kości policzkowe dodawały mu uroku. Usta miały ładny kształt, były różane. Był na prawdę przystojny.
To zapewne on miał przenieść się do naszej klasy.

***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cześć wszystkim! :)

Wpadłam na pomysł pisania opowiadania.
Jeśli kogoś to zainteresuje, to wpadajcie :D
Może niektórzy znają mnie z www.marti0241.pinger.pl ;)

Mam nadzieję, że to co piszę ujdzie.
Postaram się dodawać opowiadanie jak najczęściej będę mogła ;P
______________________________________

Tłumaczę jak to będzie wyglądało.
Mianowicie, będę pisała oczami dwóch osób. Raz oczami dziewczyny - Jasmine, a raz oczami chłopaka - Matt.
Myślę, że połapiecie się o co chodzi ;)